ból pożegnań

Są takie trudne chwile w życiu, kiedy potrzebuje się obecności najbliższych osób, czasem takich, które w codzienności są z różnych powodów daleko…

Czasami czeka się na takie osoby do końca… bo w pewnych sytuacjach zapomina się wszystko co dziel i pozostaje w sercu tylko pragnienie, żeby móc podzielić ból…. bez względu na przeszłość i przyszłość…

Są takie chwile w życiu, kiedy czuje się każdą cząstka siebie po prostu teraźniejszość…. i pragnie się, żeby w tej teraźniejszości, choćby na krótki moment było tylko to, co dobre…

Czasami w takich chwilach brak tej jednej osoby sprawia, że coś umiera w sercu na zawsze… to tak moment, kiedy śmierć staje się czymś większym, niż złożenie ciała w grobie…

Pochowałam wczoraj dwie z najdroższych mi osób – choć tylko jednej z nich ciało spoczęło w grobie…

 


„Kiedy naprawdę zdasz się na Pana, nauczysz się zadowalać tym, co cię spotyka, i nie tracić pogody, jeżeli sprawy nie idą tak, jakbyś chciał, mimo że włożyłeś w nie cały swój wysiłek i zastosowałeś odpowiednie środki… Bo „pójdą” tak, jak Bogu będzie to odpowiadało.”

…chciałabym tak potrafić

Przemoc emocjonalna – co o niej wiemy i skąd wiedzieć, czy jesteśmy jej ofiarami?

przemoc-emocjonalna-e1490975962897

Zrobiłam „przegląd” mojej relacji z D…….
straszne, na ile pytań odpowiedziałam TAK!

Upokorzenie, degradacja, zaprzeczanie, osądzanie i krytyka

  • Czy jest ktoś, kto traktuje Cię jak zabawkę lub przedkłada potrzeby każdej innej osoby przed Twoimi?
  • Czy jesteś obiektem żartów lub sarkastycznych uwag mających na celu Cię poniżyć, ośmieszyć lub w inny sposób postawić w niekorzystnym świetle?
  • Czy ktoś powtarza Ci nieustannie, że Twoje opinie i uczucia są „złe” lub nie mają żadnego znaczenia?
  • Czy jest ktoś, kto regularnie Cię wyśmiewa? Czy nie traktuje także poważnie Twoich opinii, przemyśleń oraz uczuć?

Dominacja, nadzór i wstyd

  • Czy ktoś ciągle strofuję Cię lub karze, bo Twoje zachowanie jest jego lub jej zdaniem „nieodpowiednie”?
  • Czy ktoś traktuje Cię jakbyś był gorszy od niego?
  • Czy ktoś sprawia, że czujesz się tak, jakby zawsze racja leżała po jego stronie?
  • Czy ktoś nieustannie przypomina Ci o Twoich brakach?

Oskarżanie i zawstydzanie, trywialne oczekiwania lub nieuzasadnione żądania, a także negowanie własnych wad i niedostatków

  • Czy ktoś oskarża Cię o coś, mimo tego, że doskonale wiecie o tym, że jest to nieprawda?
  • Czy ten ktoś szuka wiecznie wymówek dla swoich problemów?
  • Czy ta osoba usprawiedliwia swoje zachowanie lub obwinia innych w związku z okolicznościami związanymi ze swoimi własnymi błędami?
  • Czy ta osoba powoduje, że czujesz się sam odpowiedzialny za swoje problemy i nieszczęścia?
  • Czy ta osoba ma zwyczaj bezustannego okazywania Ci braku szacunku?

Emocjonalny dystans i „ciche dni”, izolacja, zaniechanie lub zaniedbywanie emocjonalne

  • Czy ktoś używa wobec Ciebie metody omijania lub traktowania jak powietrze za każdym razem, gdy się z tym kimś nie zgadzasz?
  • Czy ktoś ucieka się do zaniedbywania Twoich podstawowych potrzeb lub robi to celowo z zamiarem ukarania Cię?
  • Czy jest w Twoim życiu osoba, która nie zdaje sobie sprawy lub jej obchodzi, jak się czujesz?
  • Czy jest ktoś, kto nie wykazuje należytej empatii wobec Ciebie lub zadaje pytania, ale nie słucha odpowiedzi?

Współuzależnienie i splątanie

  • Czy ktoś nie chroni należycie Twojej prywatności i przekazuje innym informacje, co do których nie życzysz sobie ich udostępniania?

 

„Niespokojne jest serce moje, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Decydując się o napisaniu tego, co przeczytacie poniżej, miałam wielkie opory i zastanawiałam się czy powinnam… Po pierwsze temat sakramentu pokuty i zawierającej się w nim spowiedzi jest bardzo intymny (przynajmniej jeśli chodzi o dawanie świadectwa). Po drugie, moment w jakim przyszło mi „dotknąć” tematu, przypadł na ciężki dla mnie okres, kiedy przeżywałam mnóstwo wątpliwości – takich ocierających się o wiarę i Kościół.

Ale kiedy poszłam z tym dylematem do najlepszego Nauczyciela, to wystarczyło jedno wypowiedziane z serca „Ufam TOBIE”, by moje opory rozwiały się, jak dym z komina w wietrzny dzień.

Najpierw napisałam taki bardzo grzeczny tekst, nadający się do wszystkich „podręczników do religii” ale… poczułam w sercu, że to nie tak – podręczników po pierwsze nikt nie lubi czytać, a po drugie wszędzie ich pełno. Dlatego zaczynam od nowa…

Nie będę pisała o wszystkich elementach sakramentu pokuty i pojednania (bo tak trzeba byłoby używać pełnej nazwy) – napiszę w całokształcie, skupiając się na samej spowiedzi, bo bez niej pozostałe warunki zaistnienia sakramentu jakoś wydają się „osierocone”.

Jaki sens ma spowiedź? Czy ma znaczenie to, że się spowiadam? Jaką czuje potrzebę spowiedzi? No i gdzie w tym wszystkim logika człowieka XXI wieku?

Przyglądam się tym „naszym czasom” i coraz wyraźniej widzę, że zapomnieliśmy, jak ważną rolę odgrywa postawa naszego serca, że to, co dzieje się w naszych państwach, miastach, osiedlach, parafiach…. w naszych domach, rodzinach… jest tylko odzwierciedleniem tego, co dzieje się w naszym wnętrzu.

Tyle mówimy o pokoju, o rozwiązywaniu konfliktów, o sprawiedliwości…. itd. Zapominamy jednak o tym, że nie oczyści się świata ze zła, zanim nie oczyści się ludzkiego serca, bo „z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.”

Prawdziwego oczyszczenia i odmiany nie osiągnie się za pomocą politycznych debat, prawnych ustaleń, przymusowych wymagań i egzekwowanych praw… Żeby oczyścić serce nie potrzeba detergentów z marketu, wschodnich medytacji, cudownych specyfików od „zielarzy” itp. To może stać się tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zacznę od uczciwego spojrzenia na samą siebie.

Logika XXI wieku podpowiada, że człowiek poszedł w postępie tak daleko, że pojęcie „grzech” staje się dla wielu jakąś abstrakcją. A jednak on jest. Również we mnie. I tu kończy się wątek ogólny i pojawia się to, co osobiste, co prowadzi mnie do…. konfesjonału. Przychodzę tam, bo….

Pragnę MIŁOŚCI; tej cierpliwej, łaskawej, która nie ma względu na osobę, zawsze ma otwarte Serce i nigdy nie ustaje – miłości, której doświadczam niczym dziecko, brane na kolana przez najlepszego Ojca, miłości, jaką obdarowuje Przyjaciel, przytulając zanim jeszcze skończę wypłakiwać swoje „przepraszam”, miłości która powoduje, że „szkarłat” zamienia się w „śnieżną biel”.

Napisałam na początku o ciężkim czasie, bo nieraz czuję bunt przed konfesjonałem…. Bywa że przeżywam trudności z bardzo osobistych przyczyn i doświadczeń. I wtedy najmocniej kłócę się sama w sobie z Bogiem, z tym co „powinnam” a tym, co odczuwam…. I wiem, że tylko i wyłącznie łaska Boża powoduje, że nie odpuszczam, że zapieram się siebie i – pewnie świat uznałby, że wbrew rozsądkowi i logice – podchodzę do spowiedzi.

Czasem sama zastanawiam się, czy jeśli idę tam, bo tego wymaga „litera prawa”, to czy w ogóle powinnam. To może dość osobiste wyznanie, ale chcę je uczynić, może właśnie po to, żeby dać świadectwo, że Pan Bóg i Jego łaska działają nawet wtedy, kiedy nasza intencja nie do końca wydaje się właściwa. Tak dzieje się nieraz u mnie.

Piszę „nieraz”, ale tego samego określenia nie użyję do dalszej części, ponieważ po odejściu od konfesjonału, to mogę już użyć tylko wielkiego słowa „ZAWSZE”. I nie jest to przesadą – bo tak się dzieje, że po spowiedzi (czasem w momencie rozgrzeszenia, czasem 10 minut po, po wyjściu z kościoła, czasem na następny dzień a czasem… za tydzień – ale niezmiennie) zawsze odczuwam ogromną zmianę w sobie. Zmiana dotyczy patrzenia na jakąś sprawę, wydarzenie, sytuację… zmiana dotyczy moich myśli, uczuć, postaw… patrzenia na siebie, na innych – przeżywania tego, czego doświadczyłam i co jeszcze przede mną…

Mam w sobie takie coś, że kiedy wypowiem słowa na głos, to zaczynam dostrzegać, że ich treść niesie w sobie coś więcej niż wcześniej dostrzegałam, że słowo „myślne” a wypowiedziane robi ogromną różnicę… i TO sprawia, że potrzebuję konfesjonału. Możliwość wyznania SIEBIE, wyznania w ten sposób wiary w obecność Zbawiciela, sprawiają, że każda spowiedź nabiera dla mnie sensu, znaczenia…

Spowiedź jest moim miejscem walki w chwilach, kiedy zaczynam chwiać się w wierze, kiedy walczę z pokusami, kiedy zaczyna mi się wydawać, że moje życie staje się puste… Spowiedź pozwala mi na nowo doświadczać obecności Boga, pozwala otwierać się wciąż na nowo na Jego miłosierdzie, uwrażliwia bardziej w rozeznawaniu między dobrem a złem, uczy pokory i prostoty serca, jest niezwykłym umocnieniem. Jest uzdrowieniem dla mojej duszy, daje siłę do walki z demonami, uspokaja, wycisza i odnawia we mnie radość, wypełnia mnie pokojem i pogłębia pragnienie piękna i dobra.

Ale najważniejsze dla mnie jest to, że każda spowiedź dla mnie jest naprawdę taką jakby „nową kartką”, na której mogę postawić pierwsze litery i tylko ode mnie zależy, o czym będzie owa historia, kiedy skończę ją pisać.

Uczę się cały czas od nowa czym jest spowiedź i jak wspaniałą przestrzeń dla działania we mnie Ducha Świętego niesie w sobie. Cały sakrament pokuty i pojednania to coś, co dzieje się we mnie przed i po spowiedzi. I nawet jeśli w momencie wyznawania grzechów spotykam się z przebaczającą Miłością Boga, to Jego obecność dotyka mnie już wcześniej.

Dlaczego spowiedź jest tak ważna? Czy faktycznie wyznawanie grzechów wobec drugiego człowieka jest tym, czego wymaga Pan Bóg? Dla mnie samo słowo „wymaga” jest…. pomyłką. Spowiedź nie jest niewygodnym wymogiem Kościoła, ale jest wielkim darem, jaki zostawił Pan Jezus przez wniebowstąpieniem. Jeśli wierzę w Boga, w to wszystko, co mi o Sobie powiedział przez Osobę Jezusa, to będę wręcz łaknąć Sakramentów – w nich odnajdując na nowo wielką MIŁOŚĆ, jaką zostałam obdarowana zanim jeszcze pojawiłam się na świecie.

Nie wiem, czy z tego co napisałam można wywnioskować jakie znaczenie i sens ma sakrament pokuty, ale wiem, że kiedy on się STAJE, to wprowadza w serce ład i POKÓJ – nawet jeśli logika XXI wieku chciałaby wmówić mi co innego. Gdyby było inaczej, gdyby to świat zaspokajałby w nas wszelką potrzebę, pewnie nigdy nie zostałyby wypowiedziane słowa, jakie zacytowałam w tytule.

Wyznania (św. Augustyna, ale i moje)

Jakże wielki jesteś, Panie. Jakże godzien, by Cię sławić. Wspaniała Twoja moc. Mądrości Twojej nikt nie zmierzy. Pragnie Cię sławić człowiek, cząsteczka tego, co stworzyłeś. On dźwiga swą śmiertelną dolę, świadectwo grzechu, znak wyraźny, że pysznym się sprzeciwiasz, Boże. A jednak sławić Ciebie pragnie ta cząstka świata, któryś stworzył. Ty sprawiasz sam, że sławić Cię jest błogo. Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.

Ale daj poznać, Panie — niechże to wreszcie zrozumiem — czy najpierw człowiek ma Ciebie wzywać, czy sławić? I czy w ogóle można Cię wzywać, zanim się Ciebie pozna? Bo jakże to? Czy można wzywać nie znając Ciebie? Przecież mógłby wtedy człowiek, myląc się, coś innego przyzywać! Lecz może trzeba Ciebie wołać na pomoc, żeby Cię poznać? Ale jakże będą wzywać Tego, w którego jeszcze nie uwierzyli? Jak uwierzą, póki ich ktoś nie pouczy? Sławić będą Pana ci, którzy Go szukają. Szukając bowiem, znajdą Go, a znajdując — będą Go sławić.

Niechże szukam, wzywając Ciebie, Panie! Niech Cię wzywam, wierząc w Ciebie. Bo już nas pouczono o Tobie. Wzywa Cię, Panie, wiara, którą mnie obdarzyłeś. Natchnąłeś mnie tą wiarą przez człowieczeństwo Syna Twego i przez służbę człowieka, który mnie pouczył.